Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

CwanaRyba

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

 

 
 
 
Zimowe okonie.
 
 
 

 

 

 Kilka lat temu, a dokładnie 20 marca 2006 roku doznałem ciekawej przygody podczas łowienia z pod lodu, zima tego roku była bardzo surowa. Lód szybko i na długo skuł jeziora, a nawet małe rzeczki. Nie jestem maniakiem łowienia z lodu, ale tego roku budowaliśmy w urokliwym miejscu rodzinny dom w lesie. Obok domu jest kilka pięknych małych jezior. Szczególnie jedno z nich zachwyca swym urokiem, to Jezioro Głębokie zwane również Stadionem i należało wówczas do PZW. W domku miałem sporo prac wykończeniowych i przy okazji postanowiłem karmić przez kilka tygodni leszcze, które licznie występowały w tym zbiorniku.  Prace pochłonęły prawie całą zimę i nie było czasu na wędkowanie, choć nęcenie było sukcesywnie dwa razy w tygodniu wykonywane. Dopiero pod koniec marca znalazłem czas na zasiadkę w podkarmionym miejscu. Sprawa była ciekawa, bo na tym jeziorze nikt nie wędkował, gdyż dojazd był niemożliwy ze względu na zaspy śnieżne. Jedynie ja idąc z pobliskiego domku na piechotę mogłem pokonać wysoki śnieg i spokojnie wędkować w samotności na wciąż dziewiczym lodzie jeziora Głębokie.  Pierwsza próba łowienia nastąpiła w nocy i nie przyniosła ani jednego brania. Zostawiając namiot na bezludnym lodowym akwenie postanowiłem przespać się w domku i spróbować rano jeszcze raz. O świcie mocno zaspany zaniechałem starannego poszerzenia zamarzniętego przerębla licząc tylko na skąpe brania płotki. Jakie było moje zdziwienie gdy opuściłem przynętę w postaci czerwonego robaka, a spławik zaczął tańczyć na powierzchni wody. Spławik, to wykładał się, to lekko przytapiał, a nawet kilka razy położył się na lodzie tuż obok rantu przerębli. Rodzaj brania wskazywał na upragnionego leszcza, jednak po zacięciu i długim holu okazało się, że to nie leszcz, tylko wielki okoń. Ryba była tak wielka, że nie mieściła się w przerębli, a usilne starania powiększenia przerębli siekierką uwalniały rybę z haczyka. Po chwili oprzytomnienia przerębla została starannie powiększona i ponownie opuściłem zestaw na dno. Po kilku sekundach identyczne branie, tym razem udało się wyholować prawie kilogramowego okonia!

Surfcasting cwanaryba wedkarstwo podlodowe okonie 03002

 W ciągu kilku chwil następnie branie, ale tym razem ryby nawet nie podniosłem z dna! Żyłka ustąpiła i musiałem skorzystać z drugiej wędki, której nawet nie zdążyłem rozwinąć z powodu częstotliwości brań. Minęło kilkanaście minut pogoda zrobiła się słoneczna i następny okoń ląduje na lodzie.

Surfcasting cwanaryba wedkarstwo podlodowe okonie 03001

 Niestety, to były ostatnie brania i dopiero po kilkunastu minutach spławik delikatnie zaczął drżeć i zachowywać co najmniej dziwnie. Po kilku takich braniach i próbach zacięcia wyciągam w końcu coś, co powodowało brania. Sprawcą okazał się rak, który miał pod odwłokiem przylepioną ikrę! Takich raków złowiłem jeszcze kilkanaście, a złowione okonie po wypatroszeniu miały w przewodach pokarmowych po kilka takich raków!

Surfcasting cwanaryba wedkarstwo podlodowe okonie 03003

Mało się na tym znam, ale wyglądało na to, że moje karmienie spowodowało masową kumulację raków w obrębie nęconego miejsca, które przyciągnęły za sobą stado wielkich okoni.

Zapytacie, czy próbowałem jeszcze w inne dni… ależ oczywiście nawet wykorzystałem urlop! Jednak na wspomnianym łowisku, aż do roztopów nie złowiłem nic znaczącego!

 

 

 

 

Jesteś tutaj: Powrót Wędkarstwo podlodowe ZIMOWE OKONIE