Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

CwanaRyba

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

 Zapraszam do przeczytania fragmentów kolejnej książki Roberta – opowieści z wędkarskich ścieżek nad Parsętą, Wieprzą, Wdą, Łupawą, Radunią, Redą…   o naszej pasji, o pstrągach, lipieniach i łososiach oraz o ludziach spotkanych nad rzekami, czasem całkiem poważne, czasem z przymrużeniem oka…
Książka do nabycia również w formie wysyłkowej w Wydawnictwie Marpress w Gdańsku – Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.     www.marpress.pl

 

Fragment książki „Śpiew Srebrnej Strugi”

 Na bagnach

 

 

 Duże pstrągi potokowe oraz tęczowe chętnie przebywają, okresowo lub na stałe, na rozlewiskach i spiętrzeniach przed elekrowniami, młynami, jazami...
Niemal na każdej pomorskiej rzece jest takie miejsce, a na większości nawet po kilka.
Z pozoru są to rewiry niezbyt dla pstrągów przyjazne, ale tylko z pozoru. Trzcinowiska, dywany roślinności zanurzonej, wolny uciąg wody oraz osady mułu na dnie i brzegach, rekompensuje obfitość pokarmu: narybek, żaby, kijanki, raki, pijawki, ślimaki, owady oraz ich larwy. Latem, w okresach suszy i deficytów wody, szczególnie w mniejszych ciekach, ryby znajdują tam bezpieczne schronienie.
Przed laty, gdy dopiero poznawałem pstrągowe łowiska, omijałem takie miejsca szerokim łukiem; wydawały mi się jałowe, niewarte obławiania i taplania się w błocie.
Któregoś roku, otrzymałem życzenia świąteczne od kolegi, świetnego pstrągarza - w kopercie oprócz kartki było także zdjęcie przepięknego potokowca, z dopiskiem na odwrocie; „ potok 3,60 z bagien M“.
Po kilku miesiącach podesłał mi kolejne zdjęcie z nie mniej urodziwym, chociaż nieco mniejszym pstrągiem - na odwrocie widniała krótka adnotacja; „potok 2,40 na bagnach M“. Podczas rozmowy telefonicznej pogratulowałem mu okazów, ale od niego nie dowiedziałem się w jakiej rzece je złowił, nawet podczas bezpośrednich spotkań, chociaż po pewnym czasie domyśliłem się, że chodzi o Mątawę bo kiedyś wymienił nazwę stacji kolejowej na której wysiadał.
 
Autor: Robert Tracz
Rys. Robert Tracz
 
Nie ukrywam, że zazdrościłem mu tych medalowych okazów, moja wyobraźnia buzowała, znalazłem nawet na wojskowej mapie „te bagna“... lecz nigdy się na to łowisko nie wybrałem - nie chciałem wkraczać w jego rewiry. Rzeka i jej bagienny odcinek, który zasiedlały grube potokowce pozostał jego tajnym łowiskiem, przynajmniej przez kilka lat, zanim nie odkryli go inni wędkarze, potem kłusownicy, a po nich melioranci, którzy skrupulatnie zrealizowali plan robót. Któregoś roku zabrakło większych opadów i rzeka podczas surowej zimy zamarzła do dna - zdjęcie opublikowano w wędkarskim miesięczniku. Mój kolega nie ujrzał tego widoku... zmarł rok wcześniej pokonany przez chorobę nowotworową.
Dzisiaj nie ma tajnych łowisk; w dobie telefonów komórkowych, internetu, motoryzacji, jest to raczej niemożliwe, niemniej warto, a nawet trzeba uszanować czyjąś prywatność, czyjeś ulubione miejsca i nadrzeczne ścieżki.
Istnieje pewna grupa wędkarzy „internetowych“, namolnych, dociekliwych do mdłości, którzy na forach pytają na jakim zakręcie konkretnej rzeki, za jakim kamieniem i przy jakiej podtopionej gałęzi i oczywiście na jaką przynętę została złowiona ryba, której zdjęcie ktoś opublikował. Chcą łowić dużo i szybko, ale zapominają, albo o tym nie wiedzą, że poznawanie nowych rzek, wędrówka w nieznane i odkrywanie łowisk na własną rękę jest istotą wędkarstwa pstrągowego, wzbogaca naszą wiedzę o przyrodzie, przynosi nowe doświadczenia i daje mnóstwo satysfakcji.
Podczas swoich wędrówek brzegami pomorskich rzek i strug, zainspirowany zdjęciami kolegi, zacząłem wyszukiwać podmokłe, bagienne miejscówki i nad jedną z nich, przed małą elekrownią wodną, spędziłem w ciągu kilku sezonów wiele godzin w zasiadkach na pstrągi. Rzeka unosiła wody z jeziora, więc rozlewisko zamieszkiwały i szczupaki i okonie, ale gdy tafla wody zakwitała rojącymi się jętkami majowymi, ujawniali się inni mieszkańcy; dorodne pstrągi potokowe i tęczowe. Tęczaki co jakiś czas uciekały z hodowli zlokalizowanej nad jednym z dopływów i po przejściu na naturalny pokarm, którego było na rozlewisku w bród, dziczały i stawały się godnym przeciwnikiem - największe dochodziły do 2 kg wagi. Należy dodać, że niełatwo było je zwieść streamerem lub jakąkolwiek muchą - w okresach żerowania, jak to mają w zwyczaju, penetrują niemal cały obszar łowiska, są w ciągłym ruchu, a w czystej, wolno płynącej wodzie stają się podejrzliwe i chimeryczne.
rys04
Rys. Robert Tracz
 
Spędziłem nad tym rozlewiskiem sporo czasu, ale nie był to czas stracony - nauczyłem się cierpliwości i wędkarskiej pokory, co z czasem, po rozpoznaniu łowiska, dopasowaniu metody połowu i odpowiednich imitacji, przełożyło się na wędkarskie sukcesy.
Z potokowcami było nieco łatwiej, bo po ujawnieniu się nie zmieniały stanowisk a ich reakcje były bardziej przewidywalne.
W czerwcu, w słoneczne dni, przy mocno prześwietlonej wodzie, pierwsze większe pstrągi pokazywały się dopiero po zachodzie słońca. W dni pochmurne, ciepłe, z przelotnymi opadami, rójki owadów były obfitsze i zaczynały się wcześniej, co pobudzało ryby do większej aktywności czasem już w południe.
Po zabezpieczeniu twarzy i rąk płynem przeciw komarom i meszkom zajmowałem miejsce na upatrzonym i przygotowanym wcześniej stanowisku w trzcinach na uginającym się podłożu i czekałem na pierwsze wyjścia ryb do owadów. Rozlewisko miało podmokłe, miejscami uginające się brzegi co potęgowało każdy zbyt głośny, nieostrożny krok. Wymuszało to niemal indiańskie podejście do wody.
Autor: Robert Tracz
Rys. Robert Tracz
 
Podczas pierwszych, niezbyt udanych podchodów, przekonałem się także, że w tym miejscu trzeba zapomnieć o klasycznym łowieniu na suchą, z kilkoma wymachami, wydłużaniem linki, czy przesuszaniem muchy w powietrzu, zazwyczaj nie było na to miejsca ze względu na krzewy i gałęzie drzew nad głową - ważne było pierwsze, precyzyjne, jak najdelikatniejsze położenie imitacji na wodzie. Poprawianie rzutu najczęściej kończyło się spłoszeniem ryby. Imitacja jętki majowej musiała mieć dużą pływalność, więc obfite jeżynki podbijałem dodatkowo sarnią sierścią. Moje muchy były też nieco większe niż owady prawdziwe. Byłem przekonany, że wśród setek żywych owadów na powierzchni wody, taki kąsek ryby wybiorą chętniej - i w tym przekonaniu pozostaję do dzisiaj. Duża, jasna mucha jest doskonale widoczna dla ryb i dla muszkarza, szczególnie o zmierzchu.
Posadzona na powierzchni wody wolno przemieszczała się niesiona leniwym nurtem w pobliżu zatopionych pni drzew i podwodnych przeszkód, wśród których obierały stanowiska pstrągi. W końcu któryś nie wytrzymywał i zgarniał imitację zdecydowanym atakiem. Starałem się opanowywać emocje i zacinać z pewnym opóźnieniem i jeśli udało mi się powstrzymać pierwszą gwałtowną ucieczkę ryby w zawady i nie dopuścić do urwania przyponu to mogłem mieć nadzieję na udany hol.
Charakter łowiska bardziej sprzyjał rybom niż mnie, więc sporo z nich ze mną wygrywało, zwykle te największe. Zbyt grubej żyłki nie mogłem stosować bo woda była bardzo czysta, ponadto na grubszym przyponie mucha zachowuje się niezbyt naturalnie.
Czasem potokowca uprzedzał wszędobylski, zachłanny tęczak, który po zapięciu pokazywał się nad powierzchnią w rozbryzgach wody, a walka z nim, bez względu na finał, pozostawała na długo w pamięci.
Rozlewisko miało jeszcze jeden istotny walor - rójka jętki przeciągała się na nim bardzo często do pierwszych dni lipca, podczas gdy na rzece poniżej elektrowni zanikała dwa tygodnie wcześniej.
Wciąż odwiedzam to miejsce, chociaż teraz bardziej z sentymentu niż ze względu na obecność dużych ryb. Obecnie nie jest już tak tajemnicze i niedostępne - właściciel elektrowni kilka lat temu spuścił z rozlewiska wodę i usunął z koryta wszystkie gałęzie, konary i pnie drzew, pozbawiając pstrągi kryjówek.
Niekiedy przysiadam na skarpie i wpatruję się w wodę, łudząc się że jej powierzchnia ożyje
wyjściem do owada dużego potokowca lub tęczaka... Może za jakiś czas się doczekam, gdy podrośnie pstrągowy drobiazg spływający z dopływów, gdy wichury zwalą kilka olch i buków tworząc rybom nowe, dogodne stanowiska, a człowiek nie będzie ingerował i bezmyślnie poprawiał natury. Może...
 
Autor: Robert Tracz
Wydawnictwo Marpress, Gdańsk 2013
Ilustracje autora
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesteś tutaj: Powrót Wędkarstwo muchowe „Śpiew Srebrnej Strugi”